Gdy w kościach strzyka
Ten dysk przeszedł w życiu niejedno. 500 GB Seagate ST3500320AS, któremu już osiem lat stuknęło, a bynajmniej nie zeszły te lata na leżeniu w szufladzie. Nawet mu się kiedyś wymieniło firmware; działał bez problemu. To nie SSD, więc niczego innego nie oczekiwałem. No ale w końcu się zjawiła Hiszpańska Inkwizycja.
Zaczęło się od błędów odczytu niedawno utworzonego pliku, a zaraz potem nastąpiła typowa reakcja Windows: zmniejszenie prędkości odczytu do jakiegoś koszmarnego minimum. Ech, a miałem zrobić pełny backup... Najpierw pełny skan powierzchni dysku. Po długim oczekiwaniu uszkodzone klastry zostały namierzone, restart i... Dalej dysk chodzi z prędkością kulawego ślimaka. Czy backup potrwa tydzień? Na szczęście nie. Program uporał się z tym i przyszła pora zwolnić hamulce. Tylko jak? W starych dyskach IDE po błędach odczytu wyłączało się DMA, dyski SATA robią to jakoś inaczej...
W skrócie: należy usunąć z Rejestru zapis zarejestrowanych błędów odczytu. Sprawdzone, działa. Ale S.M.A.R.T. pokazuje "caution", więc może będzie trzeba się przenieść na nowszy dysk. Może i na nowszą wersję Windows za jednym zamachem...