Produktywność a sprawa polska
Pod koniec ubiegłego roku spotkałem w Sieci zestaw sześciu "podstaw większej produktywności". Nie kojarzyłbym tego zestawu z nazwiskiem pewnego pana, który ewidentnie ma więcej pieniędzy niż rozsądku (na co wskazuje jego postępowanie po przejęciu portalu Twitter), ale trochę przy wyczytanych tam zaleceniach chętnie pomyślę i powspominam, jak to w rzeczywistości może wyglądać... Zresztą większość reguł opiera się na zdroworozsądkowym podejściu do pracy i możliwe, że stosowaliśmy je już dekadę temu. A przynajmniej chcieliśmy stosować.
- "Unikaj dużych spotkań. Zdaniem dyrektora generalnego Tesli duże spotkania marnują cenny czas i energię. Ponadto zniechęcają do debaty, ponieważ pracownicy nie mają faktycznie swobody wypowiedzi i nie są otwarci. A im więcej uczestników takiego spotkania, tym mniej czasu dla każdej osoby na zabranie głosu". Cóż, Ameryki tym nie odkryto, wszelkie "zbędne zebrania z utrudnioną komunikacją" to zmora i marnowanie czasu. Choć nie miałem wielu okazji w takich spędach uczestniczyć, prosi się to o jakiś ośmiogodzinny atak grypy... Ale firmy, z którymi się zetknąłem, marnowały życie pracowników również na inne rzeczy, więc przechodzę do punktu kolejnego.
- "Odpuść sobie spotkanie, jeśli nie wnosisz wkładu w jego przebieg. Według Elona Muska, jeśli uważasz, że spotkanie, na które zostałeś(-łaś) zaproszony, nie wymaga twojego wkładu czy decyzyjności – nie warto, abyś brał w nim udział" - niby to oczywiste, już chyba dekadę temu stosowaliśmy zasadę nietrzymania jeńców na zebraniach. Nie oznaczało to oczywiście wyrzynania zbędnych uczestników. No dobrze, ale co robić, jeśli według tego kryterium codzienne spotkanie jest zbędne, bo na przykład pracujemy w obsłudze klienta i nie wiemy, co danego dnia będziemy robić, a zdajemy z tego sprawę programistom? Albo za dwa dni opuszczamy firmę na zawsze, a każą nam iść na szkolenie ze stosowanej wyłącznie w tej firmie procedury X? Jakby się miało już w rękach świadectwo pracy, można by jeszcze ewentualnie w tym miejscu postukać się w głowę... Pozostaje też otwartą kwestią, czy kiedy zbędne zebranie przerywa nagle telefon od klienta, ale na monitoringu serwerów widać, że nie dzieje się nic pilnego, to należy kontynuować zebranie (bo firma nie zajmuje się przecież ratowaniem życia), czy też zbędne zebranie musi jeszcze dodatkowo zaczekać na obsługę zgłoszenia telefonicznego. Moim nieskromnym zdaniem trwającego pięć minut wspólnego codziennego modlenia się do sufitu o jakiś meteor albo chociaż deszcz ze zraszacza nie wolno przerywać i skazywać uczestników na czekanie na dziesięciominutową obsługę telefonu z pytaniem (przykładowo), czy jest kierownik i czy wie już, czy zgłoszenie sprzed tygodnia rozwiązano, gdyż jest to skrajnym idiotyzmem... Może powinienem był przed każdym takim zebraniem po cichu odłączać telefon?
- "Zapomnij o łańcuchu dowodzenia. Musk radzi liderom, aby komunikowali się ze swoimi współpracownikami bezpośrednio, a nie za pośrednictwem przełożonych czy menedżerów. Taka komunikacja przyspiesza bowiem podejmowanie decyzji" - bardzo ładnie (przynajmniej póki nie pracujemy dla armii), tylko potem dostaniemy serię wyczerpujących pytań, jakim prawem rozmawialiśmy z panią Z. Nieważne, że pani Z. świetnie zna temat i dobrze się z nią rozumiemy, zupełnie inaczej niż ze swoim kierownikiem w tej firmie, w której nic nie można, za to wszystko trzeba...
- "Bądź precyzyjny, a nie przemądrzały. Zdaniem właściciela Tesli używanie technicznego żargonu i sformułowań powszechnie niezrozumiałych spowalnia komunikację. Swoim pracownikom radzi, aby ich komunikaty były: zwięzłe, rzeczowe i przede wszystkim łatwe do zrozumienia" - OK, ale też nie można popadać w przesadę i zakazywać inteligentnym myślenia, bo to obraża bezmyślnych. Kiedy tłumacząc się z niewykonania podobno potrzebnej akcji, spytałem: "A to nie jest tak, że nie trzeba w ogóle tego robić?", poproszono mnie, żebym używał przeczeń normalnie. Kiedy tłumaczyłem pośpieszne wykonanie zadania bez potrzebnego zwykle opisywania każdego kroku i mówiłem, że to wymaga za dużo buchalterii, zostałem opieprzony za używanie niezrozumiałych słów - to już spora przesada, kiedy można zwyczajnie powiedzieć "nie rozumiem, co mówisz" i poprosić o szerzej znany zamiennik, np. "papierkowa robota". I nie przekonacie mnie, że użyłem niezrozumiałego technicznego żargonu. Parafrazując Kabaret Ani Mru Mru - uczcie się, to będziecie rozumieć.
- "Zrezygnuj z częstych spotkań. Jak zaznacza założyciel SpaceX, nie ma lepszego sposobu na marnowanie czasu pracowników, jak angażowanie ich w częste spotkania. Radzi, aby spotykać się rzadziej, a wspólny czas wykorzystać na: kreatywną współpracę i rozwiązywanie pilnych problemów. Zauważa przy tym, że większość wyzwań można rozwiązać: telefonicznie, mailowo lub prowadzić komunikację ze współpracownikami na takich kanałach, jak Slack czy Discord. „Nie przerywaj pracy swojego zespołu, jeśli jest to niepotrzebne!”". W tym miejscu stwierdzam (podkreślam, nie jestem programistą, choć ze zwinnymi metodykami wytwarzania oprogramowania trochę miałem do czynienia), że w poprzednich firmach chętnie byłbym zrezygnował z codziennych spotkań roboczych całkowicie. Oczywiście inaczej to wygląda (i ze spotkań nie rezygnuję), gdy cały zespół robi mniej więcej te same rzeczy, a w grupie faktycznie jest co omawiać, jednak źle wspominam regularne stwierdzanie, że nie wiem (i nie będę wiedział), co będę dziś robił.
- "Zachowaj zdrowy rozsądek. To dość specyficzna zasada, ponieważ odnosi się do… subiektywnego oceniania odgórnie przyjętych zasad panujących w firmie. Zdaniem Muska, jeśli reguły obowiązujące w przedsiębiorstwie nie mają sensu, ponieważ nie przyczyniają się do postępu, nie adresują twojego aktualnego wyzwania… nie warto się do nich stosować. Chodzi o to, żeby nie być przysłowiowym baranem, podążającym za stadem owiec" - wszystko pięknie, ale spróbujcie wytłumaczyć przełożonym, że jak w procedurze jest napisane, żeby wykonać po kolei punkty a), b), c) i d), tymczasem wy robiąc punkt b), poprosicie kolegę, żeby zrobił c), to naprawdę nie będzie to przestępstwo. Albo: wytłumaczcie, że gdy dostawca usługi zamiast o zwykłej godzinie wykonać konserwację systemu, napisze, że dziś nic nie zrobił, a wy przekażecie reszcie firmy, że o ustalonej godzinie z powodzeniem nic nie zrobiono, to wcale nie jest to grzech śmiertelny i powód do ekskomunikowania. Szczerze życzę powodzenia.
Tytułem podsumowania, na które wpływ będzie miała wieloletnia współpraca z programistami, zacytuję kolegę: "Żeby być programistą, to trzeba - wiesz - odłożyć normalność na bok".