Psucie języka, czyli feminatywy

Obejrzałem prezentację, po której można było lekko splunąć, zatytułowaną "No i na co Wam te feminatywy?" - będę sarkastyczny. Slajd pierwszy: "To jest OK nie wiedzieć i nie rozumieć. To NIE JEST OK obrażać i nie szanować innych" - jako odpowiedź na tytułowe pytanie w ogóle mnie nie satysfakcjonuje, ale po kolei. Teoretycznie tak, w tym sensie, że wolno być idiotą lub robić z siebie idiotę. Szanuję innych, jednak już niespecjalnie tych, którzy z miejsca obrażają moją inteligencję. Jeśli ktoś ci wykazuje błąd lub luki w rozumowaniu, nie obraża cię. Jeśli jednak będziesz upierać się przy swoich niemądrych pomysłach i czuć się obrażony, że w przeciwieństwie do ciebie ktoś myśli inaczej (bądź w ogóle), możesz doczekać się prawdziwej obrazy, bo dopiero to będzie brak szacunku - i to z twojej strony. Drugi slajd: "Feminatywy mają pozytywny wpływ na sytuację kobiet w życiu społecznym i zawodowym. Badania wykazują na to, że (...) dodaje im pewności siebie". Wpływ posiadania miłego tytułu pewnie byłby pozytywny, ale przy wszystkim, co z wykonywaniem pracy się wiąże, naprawdę znikomy. Owszem, akceptacja kobiety w zawodzie to dobra rzecz, ale akceptacja pracownika, który zamiast wykonywać obowiązki, włazi przełożonemu na głowę i próbuje nim rządzić w sprawach nie mających z obowiązkami żadnego związku, może się szybko skończyć. I kolejne slajdy... "Feminatywy to nie jest 'nowy wymysł'". Pewnie, ale rzecz w tym, których wyrazów ludzie chcą używać, a których im się każe używać. W dodatku niepotrzebnie się każe, bo wykonywana funkcja naprawdę nie musi mieć tego samego rodzaju, co człowiek wykonujący tę funkcję. "Inżynierka, chirurżka, prezydentka (...) Im niższy status zawodu, tym nazwy z sufiksem feminatywnym są dla nas bardziej naturalne. Kobieta, która chce dorównać mężczyźnie na polu zawodowym, powinna używać męskiej nazwy". Zupełne niezrozumienie tematu - chcąc komuś dorównać na polu zawodowym, trzeba wykonywać ten sam zawód równie dobrze, to chyba jasne? Bo przecież na tym to polega? A może nie dla każdego jasne... "Ale pilotka to taka czapka, hehe". I owszem, jest to śmieszne, po prostu kabaret. Jeszcze bardziej śmieszy mnie, że można równie (albo bardziej) idiotyczne rozwiązania chcieć forsować. Młodzież pewnie nie będzie pamiętać prób wprowadzenia takich określeń jak kinofikacja (coś jak elektryfikacja, ale dotyczyła kin), upiór dzienny (czyli dzienna wydajność pralni)... "Feminatywy są poprawne językowo. (...) mówiący zdają sobie sprawę z tego, że kobiety nie są w wystarczającym stopniu reprezentowane w świecie nauki i czują potrzebę zwiększenia widoczności kobiet w języku i tekstach". No to chyba nie tędy droga, bo jeśli nie są reprezentowane w świecie nauki, to reprezentowaniem kobiet w świecie nauki powinny zajmować się wykształcone kobiety, a nie jest rozwiązaniem zadekretować, że należy kobietami obsadzić stanowiska, których same nie zajęły. Może nie chciały? Zacytuję "Biuro Wszelkiego Pocieszenia": "A niby dlaczego niscy mają nie grać w koszykówkę? A dlaczego sumo jest tylko dla grubych?" - to takie podobne zaklinanie rzeczywistości. A w ogóle to nienadawanie się na stanowisko bynajmniej nie jest domeną kobiet. No i kolejny cytat z sieciowych mądrości anonimowych - "Dlaczego nikt nigdy nie narzeka na niewystarczającą liczbę kobiet wśród drwali, na platformach wiertniczych, wśród dekarzy, budowlańców, rybaków, pracowników oczyszczania miasta, w hutach, kopalniach, na TIRach, w elektrowniach i ciepłowniach, wśród hydraulików?" Idźmy dalej, kolejny slajd. "Jaka jest różnica między panią psycholog a psycholożką?" Taka jak między rozumieniem, że rzeczownik nie odmienia się przez rodzaje, tylko ma rodzaj gramatyczny, a brakiem zrozumienia. Powiedziałbym, że człowiek po szkole podstawowej powinien to już pojmować, przynajmniej za moich czasów tak było. "Nazywaj się jak chcesz. Pozwól i szanuj to, jak inni chcą być nazywani". Ech... Trudno nie odpowiedzieć cytatem znanej złośliwości (z Bluntcards): "I want to respect your point of view, I really do... But you are just so stupid".