Kiedyś nie poszło tak łatwo. Po nieopatrznej prośbie, żeby monter przyszedł za miesiąc - bo tyle było do końca poprzedniej umowy - termin instalacji "za miesiąc" wyrył się gdzieś w firmowym kamieniu i żadna siła nie była w stanie go ruszyć. Efekt: 50 dni bez dostępu do Sieci. Aż mi potem zwracali należność za nadpłacony abonament...

Tym razem początek był całkiem niezły. Szczególnie w porównaniu z powyższym przypadkiem. Instalacja poszła szybko i sprawnie. Nowe urządzenie, które niestety trafiło dwa pokoje dalej (a zasięg WiFi mam w domu kiepski), po prostu działa. DHCP  działa, sieć śmiga ładnie, a telewizja i stacjonarny telefon - jak  zwykle bez zarzutu. Zamiast routera w pokoju stanął switch, Malince (uzbrojonej w kartę WiFi Asus USB-N10 Nano) przypadła rola bezprzewodowego Access Pointa. Tylko jak się do niej  dostać z zewnątrz, skoro mostek sieciowy na Malince ma co i rusz inny adres IP i MAC? Hmm...

Wymagało to dodatkowej konfiguracji w /etc/network/interfaces i zadziałało. Wreszcie można było przekierować w routerze porty, żeby Malinka była widoczna z zewnątrz i serwowała stronę. Ghost, który zaliczył był dziwną awarię, wymagał aktualizacji i już działa, drobnej ponownej modyfikacji wymagał tylko uaktualniony dla nowej jego wersji theme. No bo kolory mi się nie podobają... I dalej Ghost nie chce działać jako usługa. Ale uruchamiam screena, na nim ghost run i... już, darmowy hosting dla bloga. Po co przepłacać? ;)

A jak ślicznie teraz pliki się ściągają z prędkością 10MB/s...